Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama OUTLETMEDIA ZAMOŚĆ

Przecież ja to wszystko zrobiłem specjalnie dla Ciebie!

Przez pewien czas wydawało mi się, że ja i mój mąż jesteśmy w związku niemal doskonałym. Obydwoje mieliśmy dobrą pracę, wynajmowaliśmy piękne mieszkanie w centrum Wrocławia, zawsze wszystko uzgadnialiśmy razem, traktowaliśmy się po partnersku i wspólnie planowaliśmy przyszłość. Wiadomo, że zdarzały nam się sprzeczki, ale nigdy nie były one zbyt poważne. Komu nie zdarzają się kłótnie? Jednak poza tym było prawie idealnie. Kiedyś w pewnym serialu usłyszałam, że ideały zawsze są podejrzane, ale przecież wiele osób, a w tym ja, ma dziwne przeświadczenie, że złe rzeczy dzieją się tylko w filmach. Bo przecież mi nic złego się nie przytrafi.
  • 10.11.2021 12:00
  • Autor: Grupa Tipmedia
Przecież ja to wszystko zrobiłem specjalnie dla Ciebie!

Z Maćkiem poznaliśmy się na początku studiów. Ja studiowałam zarządzanie, a on ekonomię. Szybko między nami zaiskrzyło. Mieliśmy tak dużo wspólnego. Obydwoje lubiliśmy sport, wspinaczki górskie, te same filmy i seriale. Pamiętam, że na początku znajomości potrafiliśmy godzinami przesiadywać w kawiarniach i rozmawiać o naszych ulubionych filmach. Dość szybko zostaliśmy parą i równie szybko zaczęliśmy planować wspólną przyszłość. W trakcie studiów obydwoje pracowaliśmy, aby nabrać doświadczenia i zgodziliśmy się, aby odkładać co nieco, aby po studiach móc wynająć własne mieszkanie. Udało nam się. Bardzo cieszyliśmy się z faktu, że podeszliśmy poważnie do tematu i teraz możemy cieszyć się swobodą i mieszkać tylko we dwoje. Maciek dość szybko dostał pracę w swoim zawodzie, ja musiałam trochę poczekać, zanim znalazłam odpowiednią posadę. Nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, bo wiedziałam, że w końcu się uda, ale byłam wtedy świeżo po studiach i myślałam, że cały świat stoi przede mną otworem, dlatego moja duma była trochę urażona, bo myślałam, że zasługuję na coś więcej. Po kilku dobrych miesiącach w końcu się udało - dostałam telefon w sprawie pracy. Umówiłam się na rozmowę i niecierpliwie czekałam na kolejny telefon. Szefowa oznajmiła, że spośród wszystkich kandydatów wybrano mnie. Byłam wniebowzięta: atrakcyjne wynagrodzenie, świetna lokalizacja i wspaniała atmosfera w pracy. Moi współpracownicy i szefowa byli bardzo wyrozumiali, chętnie odpowiadali na moje pytania, więc dzięki nim szybko wdrożyłam się w pracę. Byłam bardzo szczęśliwa. Niestety, kiedy dostałam swoją wymarzoną pracę, moje relacje z mężem zaczęły się trochę pogarszać.

Nigdy nie byłam typem zazdrośnicy. Ufałam swojemu mężowi, więc jego lekko dziwne zachowanie nie było dla mnie czymś szokującym. Miałam wrażenie, że nagle zaczął się dystansować, nie wychodził ze mną na miasto tak często jak kiedyś, nie chciał nawet wziąć udziału we wspólnym wyjeździe w góry podczas weekendu majowego (który był u nas swego rodzaju tradycją) i często miał zły humor, tak jakby cały świat był przeciwko niemu. Argumentował swoje zachowanie ciężkim okresem w pracy, więc uznałam, że mówi prawdę i przestałam tak na niego naciskać, ale powiedziałam, że zawsze może na mnie liczyć i będę go wspierać. Początkowo myślałam, że jego dziwne zachowanie ma coś wspólnego z moją nową pracą. Miałam więcej obowiązków niż na poprzednich stanowiskach, ale wciąż bardzo dużo czasu starałam poświęcać się swojemu partnerowi. Ale szybko odegnałam od siebie tę myśl. Maciek przecież miał własną, dobrze płatną pracę, więc doskonale wiedział, jak to jest mieć dużo obowiązków. Pomyślałam, że to rzeczywiście wina ciężkiego okresu w robocie i przestałam się tak nad tym głowić. Przecież złe czasy kiedyś się skończą i wszystko wróci do normy, prawda? Niestety, ale to był początek końca i później już nic nie było takie samo.

Zaczęłam podejrzewać męża o zdradę, kiedy zauważyłam kilka dziwnych oznak. Przede wszystkim, zaczął wracać do domu dużo później niż przedtem. Zaraz po przyjściu do mieszkania szedł pod prysznic, a ubrania upychał do kosza na pranie, tak, jakby chciał, żeby zmieszały się z resztą ciuchów. Pewnego dnia na kołnierzu koszuli zauważyłam czerwony ślad, jakby po szmince. Poczułam się, jakbym grała w jakimś melodramacie. Kiedy zapytałam go o ten ślad, zaczął się kłócić, mówić, że mu nie ufam i wmawiać mi, że to nie jest szminka i żebym nie zachowywała się jak nastolatka. Wtedy też zaczęły się rozmowy telefoniczne po kryjomu, tak, żebym nie słyszała. Oczywiście, miał prawo rozmawiać przez telefon z kim tylko chciał, ale zawsze szedł wtedy do łazienki, zamykał drzwi i mówił prawie szeptem. Zdarzało się, że czasami późnymi wieczorami wychodził z domu, mówiąc, że idzie spotkać się z kolegami. Wtedy też pomyślałam, że może powinnam zacząć go śledzić. Bałam się jednak, że będę mało dyskretna i zacznę działać pod wpływem emocji. Przeszukując internet natrafiłam na agencję detektywistyczną Tajfun Group. Umówiłam się na wizytę i przedstawiłam swój problem. Ku mojej uciesze biuro odznaczało się bardzo profesjonalnym i poważnym podejściem. Na efekty nie musiałam czekać długo. Moje przypuszczenia się potwierdziły - Maciek miał romans. Kochanką nie była jednak koleżanka z pracy, dawna znajoma czy moja eks przyjaciółka. Metresą okazała się być... moja szefowa. Kiedy doszło do konfrontacji Maciek zdawał się być bardzo spokojny. Powiedział mi jedną rzecz, która do dzisiaj śni mi się po nocach: ""Przecież ja to wszystko zrobiłem dla Ciebie!"". Uważał, że w ten sposób dostałam wymarzoną pracę. Okazało się, że moja szefowa była koleżanką jego matki, którą on znał od zawsze. Kiedy śmiałam zaprotestować i powiedziałam, że w końcu dostałabym upragnioną posadę, jego postawa uległa zmianie. Wściekł się i rzucił, że bez jego pomocy nigdy nie dostałabym dobrej pracy. Szybko wzięliśmy rozwód, a ja zmieniłam pracę (wciąż pracuję w swoim zawodzie, więc chyba jednak dałabym sobie radę bez jego ""pomocy"") i mieszkam w innej części Wrocławia.

 

--- Artykuł sponsorowany ---


Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Anonim Treść komentarza: Pamiętać o porządku na grobie trzeba cały rok Data dodania komentarza: 28.08.2026, 17:02 Źródło komentarza: Msza św. na cmentarzu parafialnym w Zamościu Autor komentarza: Pielgrzym że śląska. Treść komentarza: SZACUN!.. Data dodania komentarza: 9.08.2026, 09:40 Źródło komentarza: Szósty dzień pielgrzymki Autor komentarza: Ania Treść komentarza: Miło, że młodzi Dziennikarze, zauważają młode talenty, które dopiero wkraczają na rynek pracy. Z niecierpliwością będę czekała na rozwój kariery Kacpra i kolejny z nim wywiad, który przeprowadzi Pan Artur. Data dodania komentarza: 5.08.2026, 12:49 Źródło komentarza: Kulisy pracy na planie oczami młodego filmowca Autor komentarza: Michał kozyrski Treść komentarza: Z ogromnym wzruszeniem obejrzałem ten materiał. ❤️ Jestem naprawdę dumny z Ewy Selwy, że zdecydowała się podzielić swoim świadectwem. To wymaga odwagi, pokory i wielkiego serca. Takie osoby pokazują, że pielgrzymka nie jest tylko przejściem kilkuset kilometrów. To przede wszystkim droga wiary, zaufania Bogu, wzajemnej pomocy i budowania wspólnoty. W dzisiejszym świecie coraz częściej brakuje nam czasu dla drugiego człowieka. Żyjemy szybko, pochłonięci obowiązkami, a przecież czasem wystarczy zwykła rozmowa, życzliwy uśmiech, wyciągnięta dłoń czy wspólny spacer, aby odmienić czyjś dzień. Właśnie takie wartości odnajduję w pielgrzymowaniu – człowiek uczy się, że obok niego zawsze jest ktoś, kto potrzebuje wsparcia, i że dobro wraca do człowieka. Świadectwo Ewy jest dla mnie pięknym przypomnieniem, że wiara nie kończy się po wyjściu z kościoła. Prawdziwa wiara zaczyna się wtedy, gdy potrafimy być obecni dla drugiego człowieka – pomagać bez oczekiwania zapłaty, słuchać bez oceniania i okazywać serce bez szukania korzyści. Marzę o tym, aby podobnego ducha wspólnoty rozwijać również w Zamościu. Nie od razu, nie wielkimi hasłami, ale krok po kroku. Chciałbym, aby powstała wspólnota wolontariuszy, młodzieży, seniorów, osób z niepełnosprawnościami i wszystkich ludzi dobrej woli, którzy razem uczestniczyliby w wydarzeniach religijnych, patriotycznych, kulturalnych i społecznych. Aby nikt nie czuł się samotny i zapomniany. Jestem przekonany, że właśnie takie świadectwa jak Ewy mogą inspirować kolejne osoby. Może ktoś po obejrzeniu tego materiału zdecyduje się pierwszy raz wyruszyć na pielgrzymkę. Może ktoś odważy się zostać wolontariuszem. A może po prostu zatrzyma się i zapyta drugiego człowieka: „Jak się czujesz? Czy mogę Ci jakoś pomóc?”. To właśnie od takich małych gestów rodzą się wielkie zmiany. Nie od wielkich słów, lecz od codziennej obecności, życzliwości i wzajemnego szacunku. Ewo, jestem naprawdę dumny, że mogłem zobaczyć Twoje świadectwo. Życzę Ci, abyś zawsze zachowała w sobie tę wrażliwość, dobroć i wiarę, którymi dziś dzielisz się z innymi. Niech Pan Bóg prowadzi Cię każdego dnia, a Matka Boża Jasnogórska otacza swoją opieką. Dziękuję również Katolickiemu Radiu Zamość za pokazanie takich historii. To one przypominają nam, że największą siłą Kościoła nie są budynki ani liczby, ale ludzie, którzy swoim życiem dają świadectwo wiary, nadziei i miłości do drugiego człowieka. Szczęść Boże! 🙏💙 Data dodania komentarza: 2.08.2026, 13:27 Źródło komentarza: Rozpoczęła się 44. Piesza Zamojsko-Lubaczowska Pielgrzymka na Jasną Górę! Autor komentarza: Zamoscianka Treść komentarza: Pani Zuzanna jest super specjalistą. Korzystamy z moim pieskiem z jej pomocy i nigdy nas nie zawiodła. Zawsze życzliwa, spokojna, cierpliwa. Data dodania komentarza: 1.07.2026, 14:24 Źródło komentarza: Zuzanna Denis Autor komentarza: Maria Lucyna Darda Treść komentarza: Dziękuję niezwykle sympatycznej Pani redaktor Annie Niderla-Kadach za profesjonalnie stawiane pytania i wyrozumiałość dla wyróżnionych osób, którym trema odbierała głos. Data dodania komentarza: 16.06.2026, 21:55 Źródło komentarza: Zasłużeni dla Lubyczy